wtorek, 25 lutego 2014

Pewnego dnia w grudniu...


Pewnego dnia w grudniu...



Martyna Ochnik autorka "Pewnego dnia w grudniu" jest Warszawianką. Jako absolwentka biologii na Uniwersytecie Warszawskim, podjęła pracę w laboratorium szpitalnym. Dało jej to możliwość obserwowania ludzkich typów. Jednym z jej zainteresowań była niegdyś astrologia. Zadebiutowała w 2008 roku powieścią "Pan Wichrów i Powiewów". Natomiast w 2011 roku wydawnictwo Zysk i S-ka opublikowało książkę pod tytułem Oszołomy - jedną z pierwszych powieści opowiadających o wydarzeniu w Smoleńsku.

"Pewnego dnia w grudniu" to pierwsza z książek Martyny Ochnik, którą przeczytałam. Czas powieści osadzony jest na koniec PRL'u i początek Trzeciej Rzeczpospolitej. Autorka przedstawia smutną historię pewnej dziewczyny. Cała opowieść ma w sobie dużo tajemnicy, delikatnie okraszona mrokiem wciąga czytelnika, stopniowo tworząc coraz silniejszą potrzebę rozwiązania zagadek i znalezienia odpowiedzi na pojawiające się pytania.

Książka skrywa w sobie dwa rodzaje narracji, dwa różne czasy, dwie różne historie, które w połączeniu dają pełny obraz fabuły. Stanowi swojego rodzaju układankę. Dokładając klocek raz z jednej raz z drugiej strony dochodzimy do końca, gdzie owe części układanki składają się w całość. Jest to z pewnością rodzaj powieści szkatułkowej. Dzięki takiej budowie możemy poznać dwie główne bohaterki: Barbarę i Polę.

Barbara spotkała dawno nie widzianą znajomą Annę, która opowiedziała jej historię Poli. Dziennikarka zaszokowana losem dziewczyny postanowiła na własną rękę rozpocząć śledztwo. Barbara dała do przeczytania rękopis powieści o losach Poli swojemu koledze...

Utwór literacki rozpoczyna opowieść o rodzicach Poli. Ta część książki była dla mnie najbardziej monotonna i niezajmująca na tyle, że ciężko było mi przebrnąć przez te kilka pierwszych stron.

Apolonia - już od samego poczęcia nie miała łatwego życia. Niechciana przez matkę. W późniejszym czasie przeżyła kilkukrotnie śmierć bliskich jej osób. Z nauką nie miała problemów - mówiono, że posiadała talent literacki.  Chodząc do szkoły znalazła oparcie w Michale, w późniejszym czasie również w Dorocie, która towarzyszyła jej w codziennych zmaganiach. Czytała dużo książek. Ze względu na brak planów na przyszłość i niechęć do wszystkich tych rzeczy, którymi interesowały się inne dziewczęta w jej wieku, posądzano Polę o autyzm. Dziewczyna miała nadprzyrodzoną zdolność, którą była niezamierzona anomalna perturbacja (psychokineza). W późniejszym czasie Pola zainteresowała się również ezoteryką a jeszcze dalej techniką wpływania na świadomość pokazującą, iż nie istnieje coś takiego jak "przypadek". Podążając głębiej za historią dziewczyny wchodzimy w coraz bardziej mroczne i niewytłumaczone zjawiska.

Jest to pozycja, którą na pewno warto przeczytać - zapisze się w mojej pamięci jeszcze na długo. Historia Poli najpierw mocno chwyta za serce z taką siłą, że niejednokrotnie zdarzyło mi się przecierać wilgotne kąciki oczu. Niestety zakończenie mocno mnie rozczarowało, ponieważ zostawiło po sobie szereg pytań bez odpowiedzi. Przez coraz to rosnące napięcie oczekiwałam po zakończeniu czegoś rozluźniającego - odrobiny uśmiechu. W zamian otrzymałam nierealną scenę (podchodzącą pod fantastykę) wieńczącą do pewnego czasu tak realistyczną i wzruszającą historię. Nie spodziewałam się odnalezienia tak wielu fantazyjnych historii w tej powieści. Brakuje mi również rozwinięcie wątku Barbary. Mimo wszystko polecam lekturę tej książki, niekoniecznie pewnego dnia w grudnia - po prostu kiedykolwiek.

Moja ocena: 7/10

autor: Martyna Ochnik
tytuł: "Pewnego dnia, w grudniu"
wydawnictwo: Zysk i S-ka
data wydania: Poznań 2013
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za wszelkie formy aktywności na moim blogu. Każdy szczery komentarz daje mi mnóstwo siły i całą masę radości!