czwartek, 31 października 2013

Nowość! Zabieg laminowania od Marion. Zajrzyj bo warto :)






Swojego czasu było spore "bum" na domowe laminowanie włosów za pomocą żelatyny. Przyglądałam się temu z boku , ale jakoś sama nie skusiłam się na wykonanie tego zabiegu - z pewnością z lenistwa. W ręce wpadła mi saszetka "Zabieg laminowania", którą wygrzebałam z przesyłki do testów od firmy Marion.

Opis produktu ze strony www.marionkosmetyki.pl:
Laminowanie to zabieg, dzięki któremu w szybki i łatwy sposób można uzyskać efekt doskonale prostych i wyjątkowo gładkich włosów.
Do włosów niesfornych, puszących się
Składniki aktywne dodatkowo je kondycjonują i odżywiają:
płynna keratyna, wnikając w głąb włosów, przyczynia się do ich odbudowy , zapewnia im zdrowy wygląd, gładkość i naturalny połysk, 
proteiny pszenicy pielęgnują strukturę włosów, wygładzając ją i wzmacniając, 
kompleks składników nawilżających gwarantuje natychmiastowe, optymalne i długotrwałe nawilżenie włosów. 
Zabieg powoduje, że włosy są:
- gładkie i proste
- ujarzmione i nawilżone
- miękkie i błyszczące
- łatwe do rozczesania
Duosaszetka= dwie aplikacje
Do każdej saszetki dołączany jest czepek utrzymujący ciepło. Powoduje on wzrost temperatury, co wspomaga wnikanie składników aktywnych w strukturę włosów.
Pojemność: 2 x 10 ml




Doświadczenie kazało mi się zachować dystans do tego produktu i nie oczekiwać od niego cudów. W składzie pomiędzy alkoholami faktycznie znajduje się żelatyna co dało mi nadzieję na jakiś przyzwoity efekt. Wersja saszetkowa laminowania jest bardzo wygodna w użyciu. Jedno opakowanie starczy na dwie aplikacje na włosy cienkie i krótkie dlatego zostało ono podzielone na dwie części. Na swoje włosy musiałam jednak zużyć całość. Ucieszył mnie czepek dołączony do opakowania. Czas aplikacji przedłużyłam do 15 minut i zmyłam. Wysuszyłam włosy zimnym powietrzem w tradycyjny sposób. Nie używałam prostownicy. Przeczesałam włosy szczotką i.... byłam w szoku!




Tak naprawdę mój komentarz jest zbędny, aby zobaczyć efekty wystarczy spojrzeć na zdjęcia poniżej. Moje oklapnięte, nieładnie pofalowane włosy stały się takie o jakich marzę od dawna i to bez dużego wysiłku! Efekt utrzymał się u mnie przez cały dzień, rano znów wstałam z falami na głowie. Chciałabym mieć takie włosy codziennie, miękkie, błyszczące, proste i uniesione. Dla mnie rewelacja! Na pewno będę sięgała po ten produkt przed każdym większym wyjściem lub co jakiś czas dla poprawienia sobie humoru :)




Jak Wam podoba się efekt po użyciu zabiegu laminowania firmy Marion?

sobota, 26 października 2013

Inesse - Moje przemyślenia na temat autorskiej biżuterii Pani Emilii Romanowskiej.


Część z osób, które śledzą mojego bloga pewnie wie, że bardzo lubię ręcznie tworzoną biżuterię. Ta o której dzisiaj napiszę pochodzi od firmy Inesse a wykonała ją Pani Emilia Romanowska, której bardzo dziękuję za przekazanie tych cudowności :).



,,Inesse to firma stworzona przez Emilkę Romanowską. To ja. Zajmuję się tym, co naprawdę lubię - biżuterią hand-made. Wykonuję biżuterię ślubną, biżuterię kolorową, biżuterię na każdą okazję. Biżuterię, w której będzie Ci do twarzy. Eksperymentuję z różnymi technikami jak soutache (sutasz), hartowanie metalu, wire-wprapping. Prowadzę indywidualne warsztaty biżuteryjne. Biżuteria i to, co wokół niej, na stałe zagościła w moim życiu.

Zapraszam, podziel ze mną radość tworzenia! Pomyśl, jaką biżuterię chciałabyś założyć lub podarować... Opisz mi, a nawet narysuj - zrobię co w mojej mocy."




Przez ostatnie tygodnie miałam przyjemność nosić skórzaną bransoletkę z pięknym turkusem oraz  "latające cudo" na długim łańcuszku. Biżuterię, która posiadam nosi się wyjątkowo przyjemnie, co więcej jest to dla mnie nie tylko biżuteria, ale również coś do czego się bardzo przywiązałam! Zwłaszcza naszyjnik, który ostatnio noszę prawie codziennie :). W biżuterii hand-made jest coś magicznego.

Biżuteria ta mimo, iż wygląda dosyć prosto ma w sobie coś co potrafiło sprawić, że przepadłam dla tych cudeniek! Zobaczcie same! :)



Czerwona, skórzana bransoletka z turkusem oraz z autorskim zapięciem wykonanym z metalowego, hartowanego ręcznie drutu. ,,Dzięki tej technice metal zyskuje rustykalny, surowy charakter - widać fakturę, uderzenia młotka." Turkus umieszczony jest przy zapięciu jednak wydaje mi się, że sposób w jaki będziemy nosiły tę bransoletkę zależy tylko od nas. Ja bardzo lubię nosić ją w taki sposób jak na zdjęciu poniżej.


 Mimo, iż jestem uczulona na niektóre metale nieszlachetne ani ta bransoletka, ani łańcuszek nie wpłynęły w żaden sposób na stan mojej skóry :)! Co według mnie jest bardzo ważne - bransoletka nie farbuje. Dlaczego o tym mówię? Jakiś czas temu kupiłam bransoletkę w dosyć znanej i polecanej firmie i okazało się, że sznurki z których była zrobiona okropnie farbowały. Nie jest to nic przyjemnego, ale w tym przypadku problemu z tym na szczęście nie ma :). Dodam również, że części metalowe w żaden sposób nie zmieniły swojego koloru mimo, iż zdarzyło mi się doprowadzić do takich sytuacji w których miały one kontakt z wodą. Wykonanie jest naprawdę solidne a użyte materiały wyróżnia wysoka jakość.



Autorskie zapięcie Pani Emilii jest świetnym rozwiązaniem. Nie tylko wygląda interesująco, ale jest również bardzo praktyczne. Dzięki temu zapięciu bez problemu sama zapinam sobie bransoletkę. Nie zdarzyło mi się również aby bransoletka niespodziewanie się odpięła. Wydaje mi się, że to chyba najbardziej słuszne zapięcie jakie kiedykolwiek spotkałam w tego rodzaju biżuterii. Co do samego turkusu, który jak widać jest bardzo ładny i ozdobny, sama z pewnością nigdy nie zdecydowałabym się na połączenie go z czerwoną, skórzaną bransoletką. Nie wpadłabym z pewnością na to, że te dwa elementy tak ładnie ze sobą współgrają!



,,Latające cudo" zostawiłam na koniec! To właśnie ten łańcuszek towarzyszy mi prawie każdego dnia od chwili, gdy dane było mi go ujrzeć! Jeszcze nigdy żadna zawieszka nie skradła mojego serca tak jak właśnie ta. Zastanawiałam się, czy latające cudo bardziej przypomina mi uroczego aniołka czy dobrą wróżkę i nadal nie potrafię się zdecydować.

,,Długi naszyjnik na łańcuszku. Biała kula to naturalny koral, granatowa to szlifowane szkło. Zawieszone na metalowych elementach.

Długość wisiorka ok. 3,6 cm
Długość całkowita: 43,5 cm
Cena: 21 zł"

Łańcuszek jest naprawdę długi co bardzo lubię. Chciałam pokazać Wam jak naszyjnik prezentuje się na szyi, ale niestety od kilku dni nie mogę się dogadać z moim aparatem.



Naszyjnik ten można założyć do każdego codziennego stroju. Jego kolorystyka dobrze komponuje się praktycznie ze wszystkim. Rozwesela ciemne bluzki i swetry oraz dodaje uroku kraciastym koszulom, kwiecistym wzorom i paskom.

Jak można się w nim nie zakochać? :)



"Latające cudo" możecie również obejrzeć tu i tu. Ten uroczy łańcuszek i skórzana bransoletka z turkusem to oczywiście nie cała twórczość Pani Emilii Romanowskiej. Część z niej znajdziecie w sklepie oraz na fanpage'u firmy Inesse. A jeżeli chcecie się dowiedzieć co ostatnio śni mi się po nocach zajrzyjcie tu.


Jeszcze raz serdecznie zapraszam do sklepu www.inesse.pl!


piątek, 18 października 2013

Dziewczęcy haft i zalotne falbanki. Recenzja biustonosza Jasminium odIncarico.


,,Incarico specjalizuje się w produkcji biustonoszy na duże piersi, ale nie zapomina też o tradycyjnych rozmiarach. Konstrukcja biustonoszy firmy Incarico była opracowywana przez rok, przez następny były testowane. Cały czas udoskonalamy mustra  biustonoszy aby świetnie pasowały naszym klientkom, szczególnie tym z obfitym  biustem. Dobieramy solidne materiały by dobrze podtrzymywały  duże piersi, ale nie zapominamy o kuszącym wyglądzie. Naszą misją jest 100% zadowolenie kobiet." Taki opis znajdziemy na stronie sklepu www.incarico.pl z którego pochodzi biustonosz będący głównym bohaterem tego posta :).



Zanim jednak przejdę do niego samego pozwolę sobie nieco skupić się na sobie samej. Od zawsze twierdziłam, że dobranie odpowiedniego biustonosza dla mnie jest niemal niemożliwe. Zakupy stacjonarne w moim mieście zawsze kończyły się niczym z racji obecności małego wyboru rozmiarów w sklepach z bielizną. Podczas poszukiwań w Internecie moją uwagę skupił sklep Incarico z którym w późniejszym czasie udało mi się nawiązać współpracę. Nie od razu wszystko poszło "gładko", ale cierpliwość, wyrozumiałość i wiedza przemiłej Pani Moniki zaprowadziły mnie do tego konkretnego modelu - Jasminium. Warto również zaznaczyć, że w razie złego dopasowania biustonosza pierwszy zwrot odbywa się bez kosztowo (tzn. płacimy za odesłanie produktu, ale nie musimy płacić, za powtórną wysyłkę do nas). W drodze do ideału miałam również okazję mierzyć wysoko zabudowane biustonosze: Alexa i Tatuaż. Oba modele są przepiękne, ale to właśnie Jasminium skradł moje serce :).



Jasminium Biustonosz firmy Incarico

Skonstruowany dla kobiet o dużym biuście. Model  usztywniany  cieniutką warstwą gąbki.

 Dopracowany w każdym szczególe tak aby biustonosz leżał idealnie.

Nisko-zabudowany, niezwykle stabilny  biustonosz  zaokrąglający biust

 i zbierający piersi po bokach.

Sprawdzony fason usztywniany po bokach fiszbinami co dodatkowo stabilizuje duży biust.

 Dzięki fiszbinom  stanik  przylega  do ciała, a piersi zyskują pożądany kształt.

Biustonosz uszyty jest z materiałów najwyższej jakości.

Szerokość ramiączek dostosowana jest do rozmiaru stanika .

Regulatory ściśle przylegają do ramiączka co sprawia iż nie będzie się zsuwał przy większym biuście.

Materiał  HAFT PIANKA .


W zasadzie mogłabym porostu przepisać opis tego produktu i zatytułować go jako swoją recenzję, gdyż doskonale zgrywa się z tym co chciałabym zawrzeć w swojej opinii. Nie będę jednak tego robiła i napiszę swoimi słowami za co tak naprawdę "polubiłam się" z tym biustonoszem. Pierwszym, ale ważnym dla mnie aspektem jest fakt, iż biustonosz ten mimo niemałego rozmiaru wygląda kobieco i uroczo - niestety często biustonosze na duży biust nie wyglądają tak atrakcyjnie. Różowa-biała kolorystyka kojarzy mi się z czystością i niewinnością, nie powiedziałabym jednak, że ten model jest mało seksowny :). Zalotne falbanki w połączeniu z kwiecistym haftem zdecydowanie przypadły mi do gustu.

Materiały z których został wykonany biustonosz naprawdę są dobrej jakości :). Po kilku praniach nic złego się nie zdarzyło, biustonosz również się nie skurczył ani nie zmechacił. Co prawda na początku kształt misek w tym biustonoszu nie był dla mnie idealny, gdyż materiał układał się w zbyt prosty kąt zamiast tworzyć półkola. Mam jednak na to sprawdzony sposób. Wystarczy po upraniu założyć wilgotny biustonosz na siebie i pozwolić mu wyschnąć  - zadziałało :).



Biustonosz wygląda pięknie, ale to nie jedyna jego zaleta. Jest on również bardzo wygodny. Podczas noszenia go przez cały dzień nic się nie wbija w skórę. Można zapomnieć, że ma się go na sobie :). Jasminium dobrze podtrzymuje piersi. Gąbka jest na tyle cienka, że nie powiększa optycznie piersi :). Mimo, że jest to biustonosz nisko zabudowany nie można mu wmówić niestabilności!

Ramiączka są regulowane, ale nie można ich odczepić. Posiadają metalowe elementy, które nie uczulają (mam uczulenie na nikiel) oraz nie rdzewieją. Biustonosz zapiany jest na trzy rzędy haftek a jego pas jest dosyć szeroki.

Cena tego biustonosza to 159zł i uważam, że jest ona proporcjonalna do jakości :). Bieliznę firmy Incarico można zakupić w sklepie internetowym www.incarico.pl lub na allegro. Zapraszam również do polubienia fanpage firmy Incarico.



Jeżeli boicie się zakupu biustonosza prze Internet to pamiętajcie, że w Incarico źle dopasowany model możecie wymienić na inny a za pierwszą wymianę nie ponosicie kosztów wysyłki do Was :).


Jak Wam się podoba ten model?



środa, 9 października 2013

Collagen Eye Zone Mask, Purederm. Recenzja płatków pod oczy. Tanie, aleczy dobre?


 Maseczki - płatki to kolejny produkt, który przybył do mnie z Korei i który możecie kupić na eBayu. 
Krótko o produkcie:

,,Intensywna kolagenowa maseczka pod oczy w postaci perfekcyjnie wyciętych płatków, oparta na specjalnej formule stworzonej aby zwalczać zmarszczki wokół oczu.
Bogaty kolagen, witaminy e oraz wyciąg z zielonej herbaty pomagają przywrócić wilgotność i elastyczność wrażliwej skóry. Spłyca zmarszczki i opóźnia proces powstawania nowych. Redukuje cienie i opuchliznę pod oczami. Regeneruje i poprawia napięcie skóry.
Opakowanie zawiera 30 płatków
Innowacyjna forma kolagenowego płatka działa 10 razy mocniej niż standardowe maseczki dzięki zasadzie `okluzji` - płatek ściśle przylega do skóry, która wchłania 98% substancji odżywczych więcej.
Efekty:
- redukcja sińców,
- zmniejszenie opuchlizny,
- intensywne nawilżenie i rewitalizacja,
- wygładzenie zmarszczek,
- ujędrnienie.
Sposób użycia: płatki umieścić na oczyszczoną skórę pod oczami na 15-20 minut, można również zostawić na całą noc.
Praktyczne i wygodne opakowanie - woreczek z zamknięciem strunowy."

Skład znajdziecie na zdjęciu pod spodem:


 Water -woda,

Glycerin - gliceryna,

PEG/PPG-18/4 Copolymer- rozpuszczalnik,

Camellia Sinesis Leaf Extrac - wyciąg z herbaty, bogaty we flawonoidy chroniące przed szkodliwym działaniem wolnych rodników. Dodatkowo wyciąg ten stymuluje przepływ krwi, działa ściągająco i antybakteryjnie.

Phyto Collagen - produkt fermentacji białka sojowego, którego głównymi składnikami są: kwas poliglutaminowy oraz polimer fruktozy.  Środek  efektywnie nawilżający oraz kondycjonujący skórę i włosy.

Erythritol - erytritol, cukier, składnik nawilżający,

Xanthan Gum - guma ksantanowa, naturalny zagęszczacz i stabilizator produktu.

Hamamellis Virginian Extract - Ekstrakt z oczaru wirginijskiego, wykazuje działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne.

Tocopheryl Acetate - Pochodzenia różnego. Vitamina E otrzymywana najczęściej syntetycznie, związana z estrem kwasu octowego (dla lepszej stabilności). Substancja o działaniu antyoksydacyjnym (przeciwutleniającym), hamuje procesy starzenia się skóry wywołane np. promieniowaniem UV lub dymem papierosowym.

Carica Papaya Fruit Extract - ekstrakt z papai,

PEG-40 Hydrogenated Castor Oil - niejonowy surfaktant, pochodna oleju rycynowego,

 Allatoin - Alantoina, działa przeciwzapalnie, łagodzi podrażnienia, wspomaga prcesy regeneracji i odbudowy naskórka, stymuluje proces gojenia się ran. Działa silnie nawilżająco, przez co wywołuje uczucie gładkości na skórze.

Dipotassium Glycyrrhizate - Składnik przeciwzapalny rozpuszczalny w wodzie, przeznaczony dla skory wrazliwej, usuwajacy podraznienia.

PEG-14M - polimer zbudowany z 14 tys. Moli tlenku etylenu .Działanie kosmetyczne: regulator konsystencji, czynnik nawilżający.

Disodium EDTA - Sekwestrant - związek kompleksujący jony matali. Zwiększa trwałość kosmetyku, zapobiega zmianom barwy oraz konsystencji produktu gotowego.

Methylparaben - substancja konserwująca,

Phenoxyethanol - substancja konserwująca,

Fragrance(parfum).


Opakowanie z zamknięciem podobnym jak w woreczku strunowym mieści w sobie trzydzieści nasączonych płatków wykonanych z materiału przypominającego ten, który znamy z koreańskich masek na twarz. Nakładamy je oczywiście na oczyszczoną skórę i trzymamy 15-20 minut. 30 płatków czyli 15 "zabiegów" to w przeliczeniu niecałe 60 gr za parę (gdzie i za ile kupić dowiecie się na końcu). Cena według mnie dobra, ale czy ten produkt jest w ogóle skuteczny?!

Zawsze cieszyłam się ładną cerą, zwłaszcza w okolicach oczu - do czasu... Aktualnie pojawiły się tam dosyć mocno widoczne zmarszczki mimiczne, które z dnia na dzień wydają się być coraz większe. Kremy pod oczy zamiast pomagać zaczęły szkodzić. Skóra jest zaczerwieniona i piekąca. W dodatku pojawiają się również sińce, których dotąd nigdy nie miałam i niewielka opuchlizna. Ostatni problem jest do pokonania, gdyż zauważyłam, że wystarczy skórę delikatnie schłodzić a opuchlizna znika. Te płatki również są przyjemnie chłodne (trzymam je w lodówce) i dają sobie radę z moją niewielką opuchlizną. W "noszeniu" płatki są wygodne ze względu na to, że dobrze przylegają do skóry. Czytałam kilka recenzji tych płatków i zauważyłam, że dziewczyny narzekają na to, iż trudno jest je rozdzielić - ja nie miałam z tym większego problemu, ale lepiej się na to przygotować :). Przez kilka pierwszych dni używania tego produktu nie zauważyłam żadnego zaskakującego działania, płatki jedynie chłodziły przynosząc tymczasową ulgę piekącej skórze i likwidując poranne opuchnięcia. Dopiero po ponad tygodniu coś zaczęło się dziać. Efekty u mnie pojawiały się stopniowo. Koloryt mojej skóry pod oczami przestał tak mocno odróżniać się od tego na twarzy. Skóra w dotyku zrobiła się jakby grubsza i mniej "krucha". Po zużyciu jednego opakowania płatków, czyli po 15stu dniach otworzyłam drugie opakowanie i zaczęłam używać maski tym razem co 2-3 dni. Powoli zaczynam zapominać czym jest piekąca skóra pod oczami! :)  Cienie co jakiś czas się jednak pojawiają, ale mimo tego czuję się dużo lepiej.


  Płatki pod oczy również pochodzą z ebaya a kupić je możecie u sprzedawcy z nickiem 337st4.

Cena jednego opakowania to ok. 9 zł już z przesyłką. Możecie kupić również kilka opakowań naraz i zapłacić troszkę mniej. Linki do aukcji: klik klik klik klik

niedziela, 6 października 2013

Makijaż z kosmetykami mineralnymi La Rosa. Podkład, puder i cienie.


Makijaż mineralny to dosyć niedawno odkryty przeze mnie temat. Dotychczas moje doświadczenia z kosmetykami mineralnymi wspominam dobrze, a jak było tym razem? :)

Mineralne cienie do powiek.

,,Mineralne cienie do powiek – są niezwykle wydajne, zawierają czyste pigmenty mineralne, które wydobywają urodę oka oraz chronią i pielęgnują delikatną skórę powieki. Dzięki wysokiej zawartości dwutlenku tytanu bardzo intensywnie się wybarwiają, kolory są nasycone i trwałe. Z kolei tlenek żelaza działa jak optyczny reduktor zmarszczek. Można ich używać na wiele sposobów:
- na sucho jako cień sypki;
- na mokro jako cień mokry (bardzo intensywne wybarwienie);
- jako pigment do bezbarwnego lakieru do paznokci;
- z wazeliną kosmetyczną jako błyszczyk do ust;
- można mieszać ze sobą różne kolory uzyskując nowe"



 Jak widać na zdjęciach testowałam cztery różne odcienie: aragonite, lapis, carmelian i bronzite. Paleta kolorów cieni mineralnych La Rosa jest dosyć bogata jednak skupia się głównie na odcieniach brązu, beżu, grafitu i fioletu. Słoiczek mieści w sobie 3 gramy kolorowego"proszku". Opakowania kosmetyków mineralnych tej firmy są mało skomplikowane, osobiście wolę bardziej "cukierkowe" i mocniejsze pudełeczka.


39 ARAGONITE - Lśniący cień bazowy w kolorze złamanej bieli, idealny jako rozświetlacz, może być stosowany zarówno na całą powiekę, jak i w wewnętrznym kąciku oraz pod linią brwi; dobrze łączy się z każdym kolorem.

42 LAPIS - Kryjący cień w kolorze starego złota, z połyskiem; na mokro kolor staje się głębszy i bardziej satynowy.

82 CARMELIAN - Matowy cień w kolorze karmelowym, doskonały jako baza - dobrze łączy się z każdym kolorem.

84 BRONZITE - Matowy cień w kolorze ciepłego brązu; dobrze łączy się z odcieniami złotymi, beżowymi i jasnoróżowymi (np.11, 12, 15, 16, 33, 82).


 Na zdjęciu poniżej znajdują się swatche cieni nakładanych na sucho opuszkami palców. Na ręku wszystkie kolory wyglądają bardzo dobrze i sugerują, że cienie te mają dobrą pigmentację. Dwa najjaśniejsze z nich faktycznie prezentują się na powiece tak samo ładnie. Brązowy, matowy cień traci trochę na intensywności podczas nakładania go jakimkolwiek pędzelkiem. Najciekawiej wyglądający według mnie cień o nazwie Lapis okazał się być najbardziej problematycznym :(. Cień ten nakładany na sucho wygląda w miarę dobrze dopóki nie zaczniemy go rozcierać. Podczas nawet delikatnego blendowania drobinki całkowicie się osypują a kolor tego cienia staje się mało intensywny. Nakładanie go na mokro pędzelkiem również nie przynosi dobrych efektów, jedynym dobrym według mnie rozwiązaniem jest nakładanie go na mokro opuszkiem palca. Jasne cienie powinny zadowolić każdego natomiast ciemne poleciłabym osobom, które lubią delikatny makijaż lub mają ochotę się trochę pomęczyć by uzyskać ciekawy efekt na powiece :)

Wszystkie te cienie używam w zależności od potrzeby albo w połączeniu z innymi kolorami, albo wszystkie razem :). Jasny karmelowy cień nakładam jako bazę na całą powiekę, lapis kładę na środek natomiast brązowy cień na zewnętrzny kącik oka oraz załamanie, białym cieniem podkreślam wewnętrzne kąciki oka oraz linię brwi. Uważam, że połączenie tych czterech cieni daje całkiem ciekawy efekt, który często wykorzystuję w codziennym makijażu. Nigdy nie sięgam jednak po cienie Bronzite i Lapis w sytuacjach, gdy zależy mi na wyrazistym makijażu a nie mam na niego zbyt dużo czasu.

Gdybym miała ocenić każdy z tych cieni osobno to z pewnością maksimum punktów otrzymałby ode mnie ten w kolorze połyskującej bieli, pół punktu odjęłabym temu w kolorze karmelu ze względu na to, że ma delikatnie słabszą pigmentację. Na ostatnim miejscu znalazłby się zdradliwy cień Lapis , który w opakowaniu wygląda pięknie a jego nakładanie jest dosyć skomplikowane. Brązowy, matowy cień znalazłby się w tym "rankingu" gdzieś pośrodku :).




 Mineralny podkład w pudrze i Mineralny puder sypki, La Rosa.


Mineralny podkład w pudrze – idealnie matuje (zawartość cynku powoduje ograniczenie wydzielania sebum). Doskonale kryje – sprawia, że zmarszczki, popękane naczynka, piegi i inne zmiany skórne stają się niewidoczne. Wyrównuje koloryt skóry. Po połączeniu ze skórą nabiera właściwości fluidu, nie powodując efektu maski. Dopasowuje się do naturalnego koloru skóry.

Mineralny puder sypki – puder kryjący skórę równie dobrze jak podkład, idealny również do utrwalenia i wykończenia makijażu. Sproszkowane mikrokryształki minerałów odbijają światło, dzięki czemu cera staje się rozświetlona, promienna, wygląda młodo i zdrowo. Pudry numer 63 i 64 świetnie się sprawdzają jako róż na policzki.


Pojemność słoiczków to 4,5 g, kolorystyka opakowań jest taka sama jak w przypadku cieni do powiek. Wewnątrz opakowań znajdują się "sitka" ułatwiające nabieranie kosmetyków.


Dostępne odcienie podkładów:











51 LIGHT - odcień kości słoniowej, do bardzo jasnej karnacji.

51 LIGHT - odcień kości słoniowej, do bardzo jasnej karnacji.
52 NATURAL - odcień brzoskwiniowo – różowy, do jasnej i średniej karnacji.

52 NATURAL - odcień brzoskwiniowo – różowy, do jasnej i średniej karnacji.
53 MEDIUM BEIGE - odcień brzoskwiniowy, do jasnej i średniej karnacji.

53 MEDIUM BEIGE - odcień brzoskwiniowy, do jasnej i średniej karnacji.
54 WARM BEIGE - odcień ciepłego beżu, do średniej i ciemnej karnacji.

54 WARM BEIGE - odcień ciepłego beżu, do średniej i ciemnej karnacji.










55 ALMOND -  odcień migdałowy, do bardzo jasnej karnacji.

55 ALMOND - odcień migdałowy, do bardzo jasnej karnacji.
56 VANILLA - odcień kremowo – waniliowy, do jasnej karnacji.

56 VANILLA - odcień kremowo – waniliowy, do jasnej karnacji.
57 HONEY - odcień kremowo – miodowy, do jasnej i średniej karnacji.

57 HONEY - odcień kremowo – miodowy, do jasnej i średniej karnacji.
58 SAND - odcień jasnobeżowy, do średniej karnacji.

58 SAND - odcień jasnobeżowy, do średniej karnacji.

Dostępne odcienie pudrów:











61 LIGHT - puder rozświetlający, który można stosować na wiele sposobów – by uwydatnić kości policzkowe, jako wykończenie makijażu, w kącikach oczu i pod linią brwi, na ramionach i dekolcie; można go stosować na puder ub wymieszać z kremem do twarzy.

61 LIGHT - puder rozświetlający, który można stosować na wiele sposobów – by uwydatnić kości policzkowe, jako wykończenie makijażu, w kącikach oczu i pod linią brwi, na ramionach i dekolcie; można go stosować na puder ub wymieszać z kremem do twarzy.
62 IVORY -  puder do wykończenia makijażu, ma właściwości kryjące i rozświetlające.

62 IVORY - puder do wykończenia makijażu, ma właściwości kryjące i rozświetlające.
63 NATURAL - róż mineralny, do jasnej i średniej karnacji.

63 NATURAL - róż mineralny, do jasnej i średniej

karnacji.
64 SUNNY - róż mineralny, do średniej i ciemnej karnacji.

64 SUNNY - róż mineralny, do średniej i ciemnej karnacji.




Ja wybrałam dla siebie kolory Vanilla i Ivory - niestety niezbyt dopasowałam odcień podkładu a kolor pudru jest delikatnie za ciemny dla mojej karnacji. Teraz już wiem, że odpowiedniejszy byłby podkład w odcieniu Almond. Niestety wybór koloru w przypadku pudru jest bardziej ograniczony.


        W środku znajdziemy milutkie, małe puszki, które są dla mnie przyjemnym akcentem :). Oczywiście już dawno je zgubiłam (jak to ja).

Podkład najczęściej aplikowałam pędzelkiem Buffing Brush Ecotools, który dobrze spełniał tę funkcję. Do pudru używałam pędzelka Girls Best Friend od Sense&Body, który również poradził sobie ze swoim zadaniem. Wydaje mi się jednak, że pędzelki La Rosa sprawdziłyby się tutaj bardziej - zwłaszcza duży flat top i pędzel do pudru, które mocno mnie kuszą :).

Skład podkładu: mica, iron oxides, carmine, titanium dioxide.Skład pudru: zinc stearate, magnesium stearate, iron oxides, titanium dioxide.





 Mineralny podkład w pudrze

Podkład jest całkowicie bezzapachowy. Ze względu na jego lekkość i skład nakładałam go nie tylko na twarz, ale również pod oczy zamiast korektora. Puszek dołączony do opakowania raczej nie nadaje się do aplikowania tego kosmetyku. Mimo, iż odcień, który wybrałam jest trochę zbyt ciemny to po dobrym roztarciu podkładu ładnie stapia się ze skórą nie tworząc efektu maski. Dokładnie kryje zaczerwienienia a nawet dosyć intensywne rumieńce. Nie podkreśla suchych skórek i ładnie matowi buzię. Utrzymuje się na twarzy przez cały dzień. Opakowanie jest dosyć małe i przy nieoszczędnym używaniu tego podkładu jestem w szoku, że tak niewiele go ubyło.

Podsumowując największymi jego plusami są:

- dobre krycie,

- trwałość (na twarzy),

- dobry skład, długa data przydatności,

- cena (ok. 30 zł).

Do minusów mogłabym natomiast zaliczyć:

- niezbyt urokliwe opakowanie,

- zbyt dużo pomarańczowych tonów w odcieniu Vanilla.



Mineralny puder sypki

Puder zakryje wszystko to z czym nie poradzi sobie podkład - ma bardzo dobre krycie. Gdyby nie "pomarańczowaty" odcień puder wyglądałby na twarzy bardzo naturalnie. Nie tworzy efektu maski i nie podkreśla suchych skórek, jak dla mnie produkt idealny ze względu na swoje właściwości. Niestety jednak przez pomarańczowy odcień jednocześnie okazał się być pudrem koszmarnym czego szczerze bardzo żałuję.

Są jednak dwa rozwiązania dla tego problemu :).

1. Można go wymieszać ze zbyt jasnym dla nas pudrem innej firmy.

2. Można liczyć na to, że firma La Rosa wprowadzi więcej odcieni tego pudru :).

Ja osobiście będę z nadzieją czekała na to, że punkt 2. zostanie kiedyś spełniony, ponieważ nie trafiłam jeszcze nigdy na tak dobrze kryjący puder.


 Żeby nie pozostać gołosłowną efekty pokazuję na zdjęciach pod spodem. Przy okazji zdradzam sekret "idealnej, gładkiej cery" o którą ostatnio pytało mnie kilka znajomych osób ;p. Sami oceńcie czy krycie tych produktów Was zadowala? :)

Według mnie te dwa produkty dają lepszy efekt niż przerabianie zdjęć w photoshop'ie ;p.




Z pełną ofertą firmy La Rosa możecie zapoznać się na stronie:


A tego, gdzie można zakupić produkty La Rosa dowiecie się z tej zakładki.

Recenzje pozostałych produktów La Rosa, które otrzymałam w ramach współpracy:







środa, 2 października 2013

Bawełniane maski z ekstraktem ze śluzu ślimaka z Korei. Recenzja.


Bawełniane maski z ekstraktem ze śluzu ślimaka z Korei. Recenzja.





O zdrowotnym działaniu śluzu ślimaka sporo się naczytałam. Temat ten dla mnie okazał się być na tyle ciekawy, że zapragnęłam sprawdzić to na własnej skórze.  Konkretnie chodzi tutaj o śluz ślimaka "Helix Aspersa Muller"


,,Badania naukowe jednoznacznie potwierdzają działanie regeneracyjne śluzu ślimaka Helix Aspersa Muller = Cryptomphalus aspersa (SCA), która posiada właściwości regeneracyjne skóry.
Śluz zawiera silne przeciwutleniacze (SOD) i działania GST. Ponadto stymuluje proliferację fibroblastów i przegrupowania cytoszkieletu aktyny oraz dodatkowe mechanizmy zaangażowane w regenerację skóry m.in. stymulację montażu pozakomórkowej matrycy i regulację działania metaloproteinaz. Wszystkie te wyniki dają szereg mechanizmów molekularnych leżących w podstaw wywołania regenerację skóry i pozytywny efekt wykorzystania śluzu w regeneracji zranionych i uszkodzonych tkanek." źródło.


Śluz z tego ślimaka zawiera alantoline, proteiny, witaminy, naturalne antybiotyki, kolagen, elastynę oraz kwas glikolowy.


Różnorodne firmy zwłaszcza Koreańskie mają w swojej ofercie kosmetyki z zawartością ekstraktu ze śluzu ślimaka, są to głównie: kremy, maski, szampony i balsamy.


Ja w ostatnim czasie testowałam bawełniane maseczki z tym właśnie składnikiem. Zostały one wyprodukowane w Korei, a kupić je można na ebayu.


Nie mam dużych problemów z cerą. Potrzeba jej było jedynie dobrego nawilżenia i załagodzenia zaczerwienień. Dodatkowo lubię, gdy po zdjęciu maseczki moja skóra jest gładka i przyjemna w dotyku. A jak jest z tymi maseczkami?



W bawełnianej maseczce wygląda się dosyć zabawnie :). Maseczki, które testowałam są bardzo mokre i odrobinę lepkie. Należy wyjąć je z opakowania, rozłożyć i dokładnie przyłożyć do skóry. Jak widać na zdjęciu u góry maseczka posiada odpowiednie otwory na oczy, usta i nos. Po przyłożeniu maski do twarzy czuć chłód co dla mnie jest plusem, jednak komuś może to się nie spodobać. Polubiłam noszenie tej maseczki na twarzy, gdyż jest to dla mnie zabieg dosyć przyjemny i relaksujący. Maseczkę trzymamy przez 15-20 minut, następnie ściągamy ją i wmasowujemy w skórę resztkę substancji, którą była nasączona. Zanim reszta "żelu" wsiąknęła w skórę odczuwałam delikatną lepkość. Po wsiąknięciu moja skóra ma zdecydowanie ładniejszy koloryt :)! Jest gładka, nawilżona i przyjemna w dotyku. Pojedyncze, bolące krostki na twarzy stają się mniej "zaognione" i prawie niewyczuwalne nawet podczas dotykania :).


Jestem pod wrażeniem  działania tych maseczek, chociaż szczerze w nie na początku wątpiłam :). Chętnie zaopatrzyłabym się w ich większą ilość, tym bardziej, że ich cena jest dosyć przyjemna.



Maseczki dostępne są na ebayu u sprzedawcy z nikiem 337st4


Cena trzech takich maseczek razem z przesyłką z Korei to ok. 9 zł (klik).


A jakie jest Wasze zdanie na temat zdrowotnych właściwości śluzu ślimaka?




wtorek, 1 października 2013

Natura Siberica - maseczka na noc "Night detox"



Natura Siberica, Maseczka na noc `Night Detox"


Nocna maseczka dla wszystkich typów skóry stworzona specjalnie dla nocnej detoksykacji skóry, regeneracji i przywróceniu bilansu skóry
Ekstrakt z syberyjskiego żeń - szenia i uczepu trójlistnego poprawiają krwiobieg, stymulują procesy odnowy skóry, podnoszą jej funkcje ochronne, poprawiają przemianę materii w komórkach skóry
Ekstrakt z Zielonej Herbaty likwiduje podrażnienia i stany zapalne skóry
Roślinna elastyna działa liftingująco, tonizuje skórę, nadaje jej sprężystość
Witamina P wzmacnia skórę, sprzyja jej regeneracji
Nanieść cienką warstwę maseczki na oczyszczoną skórę twarzy przed snem, Maseczka nie wymaga zmywania.


Skład: Aqua with infusions of extracts: Rhodiola Rosea, Organic Spiraea Ulmaria, Organic Chamomilla Recutitia, Organic Calendula Officinalis, Acanthopanax Senticosus Root, Organic Camellia Sinensis, Bidens Tripartita, Glycerin, Tocopherol Hydrolized Wheat Protein, Disodium Rutinyl Disulfate, Caramel, Panthenol, Benzyl Alcohol, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum.


Maseczka na noc była dla mnie sporą ciekawostką. Najbardziej zaciekawiło mnie to, że nie trzeba jej zmywać, dzięki czemu możemy nałożyć ją przed snem i nie martwić się o nic więcej. Wyobrażałam sobie, że rano po obudzeniu zobaczę wypoczętą cerę z mniejszą ilością zaczerwienień.

Maseczka zamknięta jest w tubce, ma bursztynowy kolor i lekko żelową konsystencję.  Zapach dosyć trudny do określenia jednak niedrażniący. Dobrze rozprowadza się na skórze.

Opakowanie ma według mnie dosyć surowy i zimny wygląd - mimo to po nałożeniu maseczki na twarz czułam delikatne rozgrzanie.  Maseczkę używam 2-3 razy w tygodniu od ok. 1,5 miesiąca i sądzę, że po takim czasie powinno się już zauważać efekty działania kosmetyku. Owszem, po użyciu rano moja skóra jest w trochę lepszej kondycji, gdyż widocznie poprawia się jej koloryt. Nie wiem jednak czy właśnie tego spodziewałam się po tym produkcie. Skóra nie jest ani bardziej nawilżona, ani gładsza. Działanie nie jest powalające a spodziewałam się, że będzie to produkt godny uwagi ze względu na liczne ekstrakty roślinne w składzie.


Nie jest to z pewnością produkt, który mnie zachwycił ani taki, którego miałabym ochotę regularnie używać.


 Cena: 18,50 zł /75 ml



 Kosmetyki rosyjskie (i nie tylko) możecie kupić w sklepie internetowym lawendowaszafa24.pl, któremu serdecznie dziękuję za przekazanie produktów do przetestowania.


Łagodząca pielęgnacja okolic oczu z Sylveco.


 Sylveco - łagodzący krem po oczy.


,,Hypoalergiczny, łagodzący krem po oczy przeznaczony jest do codziennej pielęgnacji wrażliwej i delikatnej skóry wokół oczu. W jego składzie znalazły się ekstrakty z kory brzozy, chabru bławatka oraz świetlika, które działają łagodząco i kojąco oraz zmniejszają obrzęki. Dzięki specjalnie dobranej, bezzapachowej formule. Krem poprawia strukturę skóry, przywracając jej sprężystość i właściwy poziom nawilżenia, łagodzi zaczerwienienia i objawy zmęczenia widoczne wokół oczu raz spowalnia procesy starzenia się skóry."


INCI: Aqua, Vitis Vinifera Seed Oil, Glycine Soja Oil, Sorbitan Stearate and Sucrose Cocoate, Butyrospermum Parkii Butter, Squalane, Caprylic/Capric Triglyceride, Glyceryl Stearate, Argania Spinosa Kernel Oil, Stearic Acid, Cetearyl Alcohol, Euphrasia Officinalis Extract, Centaurea Cyanus Flower Extract, Benzyl Alcohol, Tocopheryl Acetate, Betulin, Xanthan Gum, Dehydroacetic Acid, Lupeol, Oleanolic Acid.


Skład: Woda,  Olej z pestek winogron,  Olej sojowy,  Sorbitan Stearate & Sucrose Cocoate,  Masło karite (Shea),  Skwalan,  Triglicerydy kwasu kaprylowego i kaprynowego,  Stearynian glicerolu,  Olej arganowy,  Kwas stearynowy,  Alkohol cetylostearylowy,  Ekstrakt ze świetlika łąkowego,  Ekstrakt z chabru bławatka,  Alkohol benzylowy,  Witamina E,  Betulina,  Guma ksantanowa,  Kwas dehydrooctowy,  Lupeol,  Kwas oleanolowy 


Zastosowanie: Cienką warstwę kremu nanieść na oczyszczoną skórę wokół oczu. Na noc zastosować grubszą warstwę jako maseczkę poprawiającą kondycję skóry.


Działanie:



-chroni delikatną skórę


-zmniejsza cienie i obrzęki


-poprawia sprężystość skóry




 Miałam spore oczekiwania co do tego produktu, jednak jego działanie nie powaliło mnie na kolana. Krem zamknięty jest w ładnym, wygodnym opakowaniu typu airless. Bezzapachowy o przyjemnej konsystencji i sporej pojemności jak na krem pod oczy. Skład i cena są według mnie dosyć dobre. Uważam, że jest to krem dobry, ale nie idealny. Być może wart wypróbowania, jednak ja nie będę kontynuowała jego stosowania, gdy ta buteleczka dosięgnie już dna - z pewnością nie prędko bo krem jest bardzo wydajny. Producent obiecuje ochronę skóry, zmniejszenie cieni i obrzęków oraz poprawienie sprężystości skóry. Obietnice spore, ale czy mają coś wspólnego z działaniem tego produktu?


Okolice moich oczu często są podrażnione, zaczerwienione oraz piekące. Skóra jest również sucha i niekiedy zacieniona. Pokładałam spore nadzieje w tym produkcie.



 Po ponad miesiącu regularnego stosowania tego kremu zauważyłam jedynie delikatne nawilżenie okolic oczu oraz chwilową ulgę dla podrażnionej skóry po nałożeniu grubej warstwy kosmetyku. Niestety nie jest to efekt, na który liczyłam.  Jeżeli szukacie lekkiego kremu nawilżającego to być może się nie zawiedziecie, natomiast jeżeli potrzebujecie specjalnej pielęgnacji to ten produkt Wam tego nie zapewni. Mam również wrażenie, że aktualnie moja skóra pod oczami jest jeszcze bardziej wrażliwa niż przez rozpoczęciem testowania tego kremu. Produkt zdecydowanie nie dla mnie - a szkoda, bo to moje pierwsze spotkanie z produktem tej firmy.




 Dostępność: klik

Cena: 25 zł

Dziękuję sklepowi lawendowaszafa24.pl za możliwość przetestowania tego produktu.